1. Paragraf i otwarta księga
Kilka lat temu w zbiorowej publikacji na temat dydaktyki zadałem pytanie, jak wykształcić prawnika, który będzie nie tylko prawnikiem1. Inspiracją do poruszenia tego problemu była wypowiedź amerykańskiego historyka prawa Lawrence’a M. Friedmana: „Prawo jest zbyt ważne, by pozostawić je [tylko] prawnikom”2. Chociaż autor sam o tym nie wspomina, widać w tym wyraźnie parafrazę znanych słów francuskiego polityka Georges’a Clemenceau, że wojna to zbyt poważna sprawa, by powierzyć ją wojskowym. Friedmanowi chodziło przede wszystkim o to, że prawo ma tak daleko idące skutki społeczne, że jego funkcjonowania nie można ograniczać do prawniczych interpretacyjnych gier językowych, lecz należy widzieć też wiele innych perspektyw – filozoficzną, polityczną, psychologiczną, socjologiczną etc.
Z uwagi na złożoność fenomenu prawa dla potrzeb tego opracowania możemy jednak tezę Friedmana nieco zmodyfikować: nawet jeśli różne aspekty tworzenia, stosowania, wykładni, obowiązywania i przestrzegania prawa pozostawimy prawnikom, to nie jest nam wszystko jedno, o jak wykształconych prawników powinno nam chodzić. W logo Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury na pierwszym planie umieszczono paragraf, ale tło stanowi otwarta księga. To bardzo symboliczne – prawoznawstwo jest wprawdzie rodzajem rzemiosła i edukacja prawnicza obejmuje przede wszystkim znajomość prawa oraz umiejętność poruszania się w świecie paragrafów w procesie stosowania i wykładni prawa, ale temu wszystkiemu powinna towarzyszyć rzetelna wiedza obejmująca bardzo różne obszary, od filozofii począwszy, przez ekonomię, politologię i psychologię, aż po socjologię.
Tutaj zamierzamy przypomnieć te konieczne związki prawoznawstwa z różnymi dziedzinami wiedzy w nieco innym kontekście. Jako organizatorzy XII Zjazdu Młodych Teoretyków i Filozofów Prawa, który odbył się w Gdyni we wrześniu 2025 r. , chcielibyśmy zaprezentować Państwu coś, co stanowi znak firmowy naszej Katedry – obecnie jest to estetyka prawa, ale jeszcze niedawno temu koncentrowaliśmy naszą uwagę na teorii trudnych przypadków3. Wiedza o tych ostatnich opierała się na założeniu, że prawnik, zwłaszcza sędzia, w swojej codziennej pracy spotyka się nie tylko z rutynowymi przypadkami łatwymi (easy cases), lecz także bardziej skomplikowanymi przypadkami trudnymi (hard cases). Trudno wyznaczyć precyzyjną granicę pomiędzy tymi dwiema kategoriami spraw, ponieważ bardzo często sprawa z pozoru prosta przy bliższej analizie okazuje się trudna i skomplikowana.
W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że w obszarze trudnych przypadków tradycyjny warsztat prawniczy jako domena rozumu teoretycznego w rozumieniu Kanta przestaje nam wystarczać; trzeba będzie sięgnąć do tego, co królewiecki filozof określał mianem rozumu praktycznego. Dlatego w tytule tego artykułu postawiliśmy znak zapytania – powstaje bowiem kwestia, co stanowi o istocie i ostatecznym celu prawoznawstwa. Czy jest nim ten podstawowy warsztat prawniczy opierający się na wiedzy o tworzeniu, stosowaniu, wykładni, obowiązywaniu i przestrzeganiu prawa? Czy też może należy go poszukiwać właśnie w sferze trudnych przypadków, skoro łaciński termin prudentia,wchodzący w skład jurysprudencji jako synonimu prawoznawstwa, oznaczał nie tyle mądrość czy wiedzę, ile raczej roztropność?
2. Teoria(-e) trudnych przypadków
Dla współczesnej jurysprudencji sięgnięcie do kategorii trudnych przypadków (czy inaczej trudnych spraw – hard cases) okazało się bardzo ożywcze, ponieważ pozwoliło na uwypuklenie praktycznego wymiaru filozofii prawa. Trzeba przy tym podkreślić, że tą kategorią posługują się bardzo różni współcześni autorzy. Można więc przyjąć, że nie istnieje jedna teoria trudnych przypadków, mamy raczej do czynienia z różnymi jej wariantami. Nie zmienia to faktu, że najbardziej znana jest ta koncepcja, którą zaproponował Ronald Dworkin. Trudno się zresztą temu dziwić, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, jak centralną rolę w integralnej filozofii prawa odgrywają sędziowie dokonujący interpretacji prawa. Dworkin zakłada bowiem, że hard case powstaje tam, gdzie sędzia ma do dyspozycji niejasny przepis prawny lub taki, który prowadzi do niesłusznego rozstrzygnięcia. W rezultacie wśród prawników nie ma zgody co do tego, jak rozwiązać trudny przypadek.
Zaproponowana w ramach prac zespołowych naszej Katedry teoria trudnych przypadków jest do pewnego stopnia istotną modyfikacją koncepcji Ronalda Dworkina. Założyliśmy bowiem, że propozycja Dworkina ogranicza się do procesu sędziowskiego stosowania prawa i tym samym jest zbyt wąska. Co nas różni z amerykańskim filozofem prawa? Kilka punktów.
Po pierwsze, Dworkin odnosi trudne przypadki przede wszystkim do sędziego, który napotyka na przepis niejasny lub taki, który prowadzi go do niesłusznego rozstrzygnięcia. Tym samym koncentruje się przede wszystkim na procesie stosowania prawa i jego wykładni. Zaproponowana przez nas koncepcja jest znacznie szersza i obejmuje nie tylko stosowanie i wykładnię, lecz także pozostałe wymiary fenomenu prawa: tworzenie, obowiązywanie i przestrzeganie. Naszym zdaniem na trudny przypadek może napotkać nie tylko sędzia, lecz także ustawodawca stojący wobec problemu, czy regulować jakąś sferę stosunków społecznych, a jeśli regulować – to jak? Trudne przypadki mogą się również pojawić w związku z wyznaczaniem granic obowiązywania prawa, a tzw. formuła Radbrucha jest tego najlepszym przykładem4. Wreszcie, last but not least,z trudnym przypadkiem w sferze przestrzegania prawa może mieć także do czynienia obywatel stojący w obliczu możliwości zastosowania tzw. nieposłuszeństwa obywatelskiego5
Po drugie, Dworkin zakłada, że każdy trudny przypadek ma tylko jedno słuszne rozwiązanie. Zwróćmy uwagę, że amerykański filozof prawa nie mówi o jednym prawidłowym rozwiązaniu (one-correct-answer), lecz właśnie o jednym słusznym rozwiązaniu (one-right-answer). Mimo to właśnie ta część jego teorii spotkała się z najbardziej radykalną krytyką – być może bowiem istotą trudnego przypadku jest to, że istnieje wiele słusznych rozwiązań, ponieważ wszystko zależy od zastosowanej argumentacji, uzasadniającej przyjęcie takiego, a nie innego uzasadnienia naszej decyzji.
Po trzecie, większość autorów zajmujących się teorią trudnych przypadków przyjmuje za Dworkinem, że hard case może powstać wyłącznie w związku z obowiązującym prawem, ponieważ w przeciwnym wypadku mielibyśmy do czynienia z dyskursem etycznym, a nie dyskursem prawnym. Dla potrzeb naszej własnej teorii odrzuciliśmy tę tezę – naszym zdaniem trudny przypadek może bowiem powstać nie tylko w związku z istniejącą regulacją, lecz także na tle braku regulacji. Nie pozbawia to jednak dyskursu na ten temat charakteru jurydycznego.
Po czwarte wreszcie, i tutaj powracamy do wspomnianej wyżej interdyscyplinarnej otwartości prawoznawstwa, prawo nie jest jedynym regulatorem stosunków społecznych, ale jednocześnie do pewnego stopnia jest regulatorem prawie wszechobecnym w życiu społecznym. W tym sensie może dochodzić do zderzenia prawa z innymi systemami normatywnymi lub fragmentami rzeczywistości społecznej. To właśnie wskutek tego zderzenia prawa z ekonomią, estetyką, etyką, moralnością, nauką, obyczajowością, polityką, religią, technologią etc. mogą powstawać szczególnie skomplikowane hard cases, którestanowią określone wyżej jądro prawoznawstwa.
3. Cztery formuły
Wspomnieliśmy wyżej, że we współczesnym prawoznawstwie pojęcie hard cases łączy się przede wszystkim z nazwiskiem Ronalda Dworkina. Gwoli prawdy trzeba jednaj dodać, że tą frazą posługiwali się także inni autorzy, w tym Herbert L. A. Hart jako czołowy adwersarz Dworkina, a poza tym to pojęcie pojawiło się w anglosaskiej teorii i praktyce prawa na długo przed Dworkinem. W anglosaskiej jurysprudencji można spotkać w związku z tym pewną frazę, którą uznaje się za rodzaj topiki prawniczej – hard cases make bad law (trudne sprawy tworzą złe prawo). Pojawia się ona wprawdzie już w połowie XIX w. w orzecznictwie sądów angielskich (sprawy Hodgens v. Hodgens z 1837 r. i Winterbottm v. Wright z 1842 r.6), ale upowszechnił ją jeden z twórców realizmu prawniczego, legendarny sędzia amerykańskiego Sądu Najwyższego Oliver Wendell Holmes. W zdaniu odrębnym załączonym do wyroku w sprawie Northern Securities Co v. United States z 1904 r. użył on nawet jeszcze szerszej formuły i napisał, że „wielkie sprawy, tak jak trudne sprawy, tworzą złe prawo” (great cases like hard cases make bad law)7.
Co go skłoniło do tak radykalnego stanowiska? Otóż Holmes założył, że istotą systemu common law jest to, że sędzia najpierw rozstrzyga konkretną sprawę, a dopiero później na tej podstawie próbuje określić zasadę. Sprawy z jednej strony wielkie i spektakularne (great cases), z drugiej zaś skomplikowane moralnie i politycznie (hard case) tworzyły więc złe prawo, ponieważ były atypowe – sformułowane na ich podstawie zasady dotyczyły sytuacji ekstremalnych i wykraczały poza standardy oraz potrzeby bieżącego obrotu prawnego. Rodziło to niebezpieczeństwo przenoszenia rozwiązań charakterystycznych dla spraw wielkich i trudnych także na te, które nie miały takiego charakteru.
Może jest jednak tak, że Holmes się mylił w swojej ocenie spraw wielkich, zwłaszcza spraw trudnych? Może jest wręcz przeciwnie, może to właśnie trudne przypadki kształtują dobrego sędziego8 lub nawet szerzej – tworzą dobre prawo? Już w 1923 r. ciekawej parafrazy formuły Holmesa dokonał Arthur L. Corbin – hard cases make good law (trudne sprawy tworzą dobre prawo)9. Analizując wielkie i trudne sprawy w historii Sądu Najwyższego USA, tezę Holmesa poddał też krytycznej weryfikacji Lackland H. Bloom, Jr. W konkluzji swojej książki na ten temat pisze tak: „Wielkie sprawy z definicji są niezwykłe. Wyprowadzają one sąd z rutyny i jego strefy komfortu, stawiając go w centrum uwagi i zwiększając ryzyko popełnienia poważnego błędu. Dają one również sądowi okazję do podjęcia odważnych działań i wytyczenia nowych kierunków. Na szczęście, choć wielkie sprawy mogą prowadzić do powstania złego prawa, w większości przypadków tak się nie dzieje”10. Wprawdzie te słowa autor odnosi przede wszystkim do spraw wielkich (great cases), ale mają one równie adekwatne zastosowanie do spraw trudnych (hard cases) w przejętym tutaj rozumieniu.
Trzeba przyznać, że w prawoznawstwie kategoria trudnych przypadków (hard cases) tworzy pewien fenomen sui gneris.Zaprezentowane wyżej zestawienie ze sobą tych dwóch fraz – hard cases make bad law i hard cases make good law – prowadzi bowiem do zaskakującego wniosku: obie zawierają w sobie ziarno prawdy i obie dadzą się racjonalnie uzasadnić. Na tym zresztą nie koniec – możemy bowiem formułować dalsze parafrazy i zaproponować dwie następne formuły: bad law makes hard cases (złe prawo tworzy trudne przypadki)i good law makes hard cases (dobre prawo tworzy trudne przypadki).Każda z nich także może zawierać w sobie ziarno prawdy i każda da się racjonalnie uzasadnić. W pierwszym wypadku może to oznaczać, że istotnie złe prawo kreuje trudne przypadki, ponieważ np. przez swoją niejasność samo się staje ich źródłem. W drugim wypadku jest podobnie, tyle że à rebours – przez swą doskonałość prawo odkrywa przed nami tyle aspektów sprawy, że z pozoru łatwej staje się ona nagle trudna.
To wszystko potwierdza jednak tylko postawioną wyżej tezę – to oczywiście prawda, że podstawą jest elementarny warsztat prawniczy, ale to właśnie umiejętność rozwiązywania trudnych przypadków stanowi o istocie prawoznawstwa jako synonimie jurysprudencji.
4. Po co prawnikom filozofia prawa?
Wspomnieliśmy wyżej, że granica pomiędzy przypadkami łatwymi i trudnymi nie jest precyzyjnie ustalona i że w rozwiązywaniu trudnych przypadków elementarny warsztat prawniczy może się okazać niewystarczający, będziemy potrzebowali czegoś więcej. Dla potrzeb tego artykułu zakładamy, że tym czymś jest filozofia prawa i to jest nasza wstępna odpowiedź na postawione w tytule tego punktu pytanie.
Odpowiedź na pytanie o to, jaką rolę w pracy każdego prawnika powinna odgrywać filozofia prawa, jest oczywiście zbyt złożona, by można jej udzielić w tym krótkim opracowaniu. Zwróćmy więc uwagę tylko na dwa, chyba najbardziej istotne, elementy. Posłużmy się przy tym przykładem, który naprowadził Dworkina na problem hard cases – sprawą Riggs v. Palmer. W dużym skrócie stan faktyczny i wynikający z niego problem prawny wyglądały następująco. W 1880 r. Francis B. Palmer sporządził testament, w którym większość swojego majątku zapisał wnukowi Elmerowi E. Palmerowi, natomiast swoim córkom (pani Riggs i pani Preston) pozostawił jedynie niewielkie zapisy. Elmer wiedział o treści testamentu i był świadomy, że dziadek rozważa jego zmianę, co mogłoby pozbawić go znacznej części spadku. Aby temu zapobiec i jak najszybciej uzyskać spadek, szesnastoletni Elmer zamordował swojego dziadka, podając mu truciznę. Następnie został skazany za zabójstwo. Mimo popełnienia przestępstwa Elmer twierdził, że nadal przysługuje mu spadek, ponieważ testament był ważny, a obowiązujące wówczas prawo stanu Nowy Jork nie zawierało przepisu wyraźnie wyłączającego dziedziczenie przez osobę, która zabiła spadkodawcę. Córki zmarłego wniosły powództwo, domagając się uznania, że Elmer nie może odziedziczyć majątku, ponieważ oznaczałoby to czerpanie korzyści z własnego bezprawnego czynu. Sprawa stała się klasycznym przykładem konfliktu między literalnym brzmieniem przepisów a ogólnymi zasadami prawa i sprawiedliwości, przypominając słynną zasadę, że nikt nie powinien odnosić korzyści z własnego bezprawnego działania (ex iniuria ius non oritur).
Po pierwsze, filozofia prawa pozwala nam dostrzec różnicę pomiędzy łatwym i trudnym przypadkiem. Działa więc jak dzwonek alarmowy, który sygnalizuje nam, że w rozpatrywanym przypadku mimo pozornej łatwości istnieje być może drugie dno wymagające głębszej refleksji. W sprawie Riggs v. Palmer mieliśmy do czynienia właśnie z taką sytuacją – to elementarna intuicja moralna podpowiedziała sędziemu, że nie powinien ograniczyć się do standardowego rozstrzygnięcia typowej sprawy spadkowej.
Po drugie, filozofia prawa zmusza sędziego do wyjścia poza uproszczony subsumpcyjny schemat zarachowania normy i stanu faktycznego. Dostarcza więc instrumentów, które skutkują tym, o czym pisze cytowany wyżej Lackland H. Bloom: „Wyprowadzają one sąd z rutyny i jego strefy komfortu (…). Dają one również sądowi okazję do podjęcia odważnych działań i wytyczenia nowych kierunków”. Dokładnie właśnie to stało się w sprawie Riggs v. Palmer – sędzia opuścił strefę komfortu wyznaczoną konkretnym przepisem i zaczął odważnie poszukiwać rozwiązania nie tylko w całym systemie prawnym, lecz wręcz w ramach całej kultury prawnej.
Warto w związku z tym przywołać opinię Aharona Baraka, wieloletniego prezesa Sądu Najwyższego Izraela. Jego zdaniem dzięki filozofii prawa sędzia „lepiej zrozumie rolę prawa w społeczeństwie i zadania sędziego w ramach prawa”. I dodaje: „Nie można zbyt wiele osiągnąć wyłącznie z dobrą filozofią, bez niej nie można osiągnąć nic”11.